Urodziłem sie 4. kwietnia 1968 roku w Stargardzie Szczecińskim. Z zawodu jestem nauczycielem, a na codzień redakcyjnym współpracownikiem mięsięcznika Przyroda Polska oraz kilku innych wydawnictw o tematyce przyrodniczej. Prowadzę firmę zajmującą się badaniem i wdrażaniem nowych odmian warzyw na rynek krajowy.
Fotografią przyrodniczą zajmuje się od ponad dwudziestu lat, wówczas zostałem szczęśliwym właścicielem mojego pierwszego teleobiektywu do Zenita.
Przez wiele lat to co uwieczniałem na błonie fotograficznej było i jest dla mnie zatrzymaniem chwili, przeżyć i emocji a niejednokrotnie jedynym wspomnieniem tego, czego już nie ma, niestety najczęściej z powodu ludzkiej głupoty i bezmyślności.
Odwiedzając różne zakątki Polski i świata obserwuje jak przyroda ciągle przegrywa z człowiekiem a jej najdziksze, niedostępne miejsca kurczą się w bardzo szybkim tempie.
Obecnie mieszkam w Stargardzie Szczecińskim, fotografuję głównie przyrodę, ale również to co się nieodwracalnie zmienia lub ginie np. wschodnią Polskę i tamtejsze wioski, kapliczki, ludzi.
Fotografia jest dla mnie sposobem na życie w tym zwariowanym świecie. W fotografii najbardziej cenię sobie niepowtarzalność, zmienność i magię chwili. Miałem ogromne szczęście od lat dziecięcych obcować z przyrodą i odkrywać jej tajniki, a najważniejsze nauki, wnioski i doświadczenie zdobyłem u boku prawdziwych przyrodników i nauczycieli – moich rodziców.
Cezary Korkosz
Urodziłem się 17 czerwca 1971 roku w Wejherowie, w woj. pomorskim, z zamiłowania i wykształcenia jestem hotelarzem. Pierwsze kroki w fotografii stawiałem z lustrzanką Nikon F80 w 2000 roku. Pasja narodziła się w czeskiej Pradze, gdzie zafascynowała mnie architektura i powstały czarno białe fotografie.
Następne były zdjęcia dynamiczne, sportowe, ale z różnym skutkiem, bo jest to zbyt trudna dziedzina na początek, po nich przyszedł czas na portret i oczywiście obowiązkowo ciemnię, a po niej makro i potrawy z racji powiązań z zawodem. Teraz nastąpiła era ptaków, bo jest to temat wymagający i niezwykle ciekawy. Wciągnęło mnie to, że dobre zdjęcie wymaga poświęcenia i cierpliwości. Do dziś wierny jestem Nikonowi, traktuję fotografię przede wszystkim jak hobby, jak ucieczkę od rzeczywistości. Jest to dla mnie najlepszy relaks. Skupiając się na wykonaniu zdjęcia przez chwilę przed naciśnięciem spustu migawki zapominam o wszystkim, liczy się tylko ten dźwięk... lustra.
Rodzina zaakceptowała moje zabawki i... wydatki z tym związane, nie wspomnę o czasie.
Na szczęście żona i córa to śpiochy, więc kiedy wracam z polowania one jeszcze śpią.
Ulotność chwili, którą przy odrobinie szczęścia można oddać na papier, oddziaływanie światła jest chyba tym, co najbardziej sobie cenię w fotografii. Nie mam marzeń związanych z osiągnięciem znaczącego prestiżu czy nagrody w tej dziedzinie, realizuję się w hotelarstwie. Natomiast pragnąłbym umieć patrzeć inaczej, lepiej, bardziej przewidywać skutki naciśnięcia migawki. Chciałbym aby pozostała czysta przyjemność...
Arkadiusz Labudda
Urodziłem się 11. sierpnia 1972 roku w Ostrowie Wielkopolskim. Z wykształcenia jestem leśnikiem, biologiem i inżynierem środowiska. Z zamiłowania fotografikiem przyrody.
Moja przygoda z fotografią rozpoczynała się stopniowo i dość niewinnie od utrwalania obserwacji ptaków, które prowadziłem namiętnie już w połowie lat osiemdziesiątych w rodzinnych Przygodzicach, w sercu doliny Baryczy. Fotografuję od ponad piętnastu lat, ale prawdziwej pasji fotograficznej poddałem się kilka lat temu, gdy stałem się posiadaczem pierwszej lustrzanki cyfrowej.
Obecnie mieszkam w Pruszkowie koło Warszawy. Wielokilogramowy ekwipunek fotograficzny podróżuje ze mną po całej Polsce i za jej granicami, w nadziei na kolejne przeżycia i zdobycze fotoprzyrodnicze. Jednak najwięcej miejsca i czasu zajmują ptaki, które fascynują mnie od kiedy pamiętam, bowiem w ptakach rozmiłował mnie ojciec we wczesnym dzieciństwie.
Czas spędzany w plenerze to moja pasja, to odpoczynek od codzienności, zgiełku i stresów.
Kolejne zdjęcia powstają w pracy i na rodzinnych wakacjach, a motywem staje się każdy dzień i miejsce.
Dzięki fotografii wszystko dzieje się więcej niż jeden raz, a piękno przyrody jest nieskończone. Chciałbym, żeby moje zdjęcia pobudzały wyobraźnię nie tylko przyrodników, ale również tych, którzy do tej pory pozostawali wobec przyrody niewzruszeni.
Mam też nadzieję, że moje prace będą nieskończonym źródłem miłych dla oka widoków, ale przede wszystkim pomogą zrozumieć i uszanować nasze otoczenie.
Mateusz Matysiak
Urodziłem się 18 lutego 1970 roku w Łukowie, w województwie lubelskim.
Z zawodu jestem księgowym i w swoim zawodzie pracuję. Obecnie mieszkam z rodziną w Piasecznie pod Warszawą.
Fotografuję od ponad pięciu lat. Można powiedzieć, że jestem fotografującym ornitologiem, bo głównym obiektem moich fotograficznych wypraw są ptaki, które uważam za wyjątkowo wdzięczny element przyrody. Z resztą ptaki w ich naturalnym środowisku obserwowałem od dziecka z największą przyjemnością. Fotografowanie przyrody i ptaków jest dla mnie najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu. Fotografia jest w moim życiu bardzo ważna, ale zawsze na pierwszym miejscu pozostanie rodzina, która mnie wspiera w moich fotograficznych poczynaniach w bardzo wyrozumiały sposób.
Najbardziej cenne w fotografii jest to, że te najbardziej ulotne chwile zapisuję dla siebie i innych na zawsze. Fotografia cyfrowa, która nastała i zawojowała wielu ludzi, w tym również mnie pozwala w nieskrępowany sposób używać aparatu praktycznie codziennie. Uwielbiam planować każdy następny dzień z aparatem i obiektywem i przygotowywać własne wyprawy fotograficzne. Z niemniejszą satysfakcją po powrocie z wyprawy do domu odtwarzam z kart pamięci na monitorze wykonane zdjęcia i przeprowadzam ich ostrą selekcję. Moje najlepsze i najciekawsze zdjęcia powstają, wtedy gdy spędzam czas w starannie przygotowanym ukryciu. Wówczas fotografowane zwierzęta zachowują się zupełnie naturalnie i nieświadomie pozują do zdjęć.
Chciałbym być znanym i lubianym fotografem.
Cezary Pióro
Urodziłem się 31 sierpnia 1968 roku w Radomiu. Z wykształcenia jestem zootechnikiem ale pracę dyplomową pisałem z ornitologii. Ptaki były zawsze moją pasją, początkowo wystarczała mi tylko obserwacja ale potem naturalnym krokiem była próba ich uwiecznienia na kliszy fotograficznej. Przeszedłem wszystkie etapy w fotografii: zdjęcia czarnobiałe, pierwszy kolor ORWO, potem diapozytywy Fuji i teraz aparat cyfrowy, który robi zdjęcia ale nie ma tu magii i przyjemności. Teraz trzeba zdecydowanie mniej umieć aby robić zdjęcia! Gdyby nie to, że obecnie zawodowo zajmuję się fotografią to najchętniej wyrzuciłbym ten aparat do kosza... Próbuję też swoich sił w filmowaniu przyrody co mocno mnie rozprasza – zawsze jest problem: filmować czy fotografować? Obecnie mieszkam w Jedlni Letnisko k/Radomia.
Mam duże szczęście, że w wieku dorosłym mogę bawić się w Indian. Buduję specjalne kryjówki wysoko w koronach drzew, wkopuję się w ziemię, przemierzam łodzią bagna i rozlewiska, zamaskowany skradam się do zwierząt.
Każde zrobione zdjęcie poprzedzone jest wyprawą w teren w poszukiwaniu miejsca występowania danego zwierzęcia. Potem przystępuję do budowy ukrycia, które staram się maksymalnie zamaskować aby zlało się z otoczeniem, okrywam je gałęziami, trzciną, trawą itp. Kiedy wszystko jest gotowe żegnam się z rodziną, zabieram aparaty, statywy, termos z ciepłą herbatą, kanapki i chowam się w ukryciach czasami nawet na parę dni – mam wtedy najlepsze wyniki.
Dobre zdjęcie to swoisty rodzaj polowania – musimy być w odpowiednim miejscu i czasie aby uzyskać wymarzony efekt. Wstawanie przed świtem, wyczekiwanie na poranne mgły, pogoń za „dziurą” w niebie w nadziei na jeden przebłysk słońca to codzienność w pracy fotografa przyrody. Nagrodą dla mnie są wydawnictwa autorskie, gdzie mogę pokazać swoje fotografie i opowiedzieć o moich przygodach.
Artur Tabor